Po obejrzeniu filmu
Surf’s Up miałem dość mieszane uczucia: niby był on ciekawy, jednakże miałem wrażenie, że to już było. Jako że lubię takie animacje, przymknąłem na to oko i zacząłem zabawę w grę o tym samym tytule, przeznaczoną na konsolkę GBA.
Już po samym uruchomieniu produkcji Ubisoftu powitała mnie dynamiczna, klimatyczna muzyczka, doskonale kojarząca się z życiem surferskim. „To dobry znak” – pomyślałem. Zaraz po podaniu trzyliterowej ksywki (szkoda, iż nie ma więcej znaków, w końcu mój nick ma ich cztery ;)) przeszedłem do samej gry. Ale, ale! Był jeszcze krótki przerywnik, w którym Pan Mors oraz znany z filmu Mikey przywitali mnie na zawodach surferskich. Jak miło…
Surf’s Up oferuje możliwość zagrania w dwóch trybach: Race oraz Freestyle. Dały mi one możliwość sprawdzenia moich sił nie tylko w filmowym Memoriale, ale także w wielu innych rozgrywkach: między innymi na Południowej Plaży oraz w Dżungli. W trybie Race miałem możliwość stoczenia pojedynku szybkościowego z innymi bohaterami filmu (o postaciach nieco później) – pojedynku, a raczej kilkunastu emocjonujących „walk na wodzie”, bitew, w których liczy się tylko dojechanie do mety na pierwszej pozycji. Dopiero dzięki drugiemu trybowi, Freestyle, poczułem prawdziwą frajdę, jaką daje pływanie na desce surfingowej. Tutaj nie było żadnych limitów: panowała zupełna swoboda, zarówno w wykonywaniu akrobacji, „łapaniu fal”, jak i we wchodzeniu w tzw. „tuby wodne”. Całość polegała jedynie na zdobyciu jak największej ilości punktów – w dowolny sposób.
Początkowo gra oferowała mi zaledwie dwie postacie – Cody’ego oraz jego przyjaciółkę, również znaną z produkcji filmowej. Po przejściu Mistrzostw odblokowałem jednak zupełnie nowe postaci, w tym mojego ulubionego kurczaka Joe (ten luzacki styl, się ma się pływa) oraz samego mistrza surfingu, Geecka. Każdy z bohaterów różni się nie tylko wyglądem, ale również atrybutami specjalnymi, jak szybkość, zwrotność i skoczność. Ponadto mają inny arsenał efektownych akrobacji .

- Huston, we have a problem...
Zdecydowanie mocną stroną gry jest jej grafika – mimo, iż nie wzbudziła we mnie żadnej większej euforii, przyjemnie mi się na nią patrzyło i cieszyłem się, iż z konsolki GBA można jeszcze tyle wycisnąć. Ładne animacje postaci oraz modele poziomów wręcz mnie uroczyły – jednak także na starą konsolkę można wydać bardzo fajny tytuł!
Na koniec kilka słów krytyki: niestety,
Surf’s Up jest grą krótką i nieskomplikowaną. Jeżeli ktoś nie potrafi czerpać przyjemności z samego surf’owania, nie znajdzie w niej niczego ciekawego. Co prawda istnieje moduł mini-gierek, które odblokowują się w miarę przechodzenia gry, jednak są one wręcz banalne.
Surf’s Up zasługuje co najmniej na pochwałę: mimo, iż jest to kolejna gra oparta na motywach z filmu animowanego, potrafi wciągnąć – choć na bardzo krótko, jak na pieniądze, które trzeba na nią wydać.